Jaki jest sens naszego życia?

Z wielką radością chciałbym się z wami podzielić kilkoma z moich refleksji na temat sensu naszego życia. W rzeczywistości chodzi o sens życia w ogóle – nie tylko naszego, ale (sens) życia: każdej rzeczy, z którą się stykam, której dotykam, którą spotykam, którą ożywiam. Nie chcę wykładać wam żadnej niezmiennej prawdy, lecz dać jedynie możliwość wspólnej podróży. Podróży po ścieżce naszego pytania, które jest podstawowym pytaniem naszego życia: „Jaki jest sens naszego życia?” (…)

Nadam sens życiu. Życie ma sens tylko wtedy, gdy nadam mu jakiś. To bardzo silne zdanie, które może wydawać się trochę pretensjonalne. Mimo to, kiedy umieram wraz ze mną umiera cały Wszechświat. Gdy zamykam oczy, świat już dla mnie nie istnieje. Gdy je otwieram sprawiam, że świat się pojawia. Mogę więc sprawić, by świat pojawiał się i znikał, do woli. Ktoś może zapytać: „Za kogo on się uważa (bierze)?! Myśli, że świat kręci się wokół niego. Przecież nie tylko on istnieje. I bez niego świat będzie się dalej kręcił.”

I to prawda. Świat może kręcić się beze mnie, ale czym jest świat? To nie jest ktoś. To ja decyduję o tym, czy ten świat istnieje czy nie, gdy otwieram lub zamykam oczy. Ludzka przygoda od początku jest indywidualną przygodą. Rodzę się sam. Nikt nie może za mnie jeść, iść za mnie do toalety, nikt nie może się za mnie zestarzeć ani umrzeć. Tak samo jest z każdą istotą, wiec dla każdej istoty świat może istnieć lub nie istnieć.

Kiedy zaczynamy iść Drogą człowieka lub zadajemy sobie pytania o sens życia, mamy skłonność by zastanawiać się w sposób ogólny. Nie próbujemy zrozumieć szczegółów, w których jedynie zawiera się klucz i serce istnienia. Na przykład z łatwością powiemy: „Bóg mieszka w niebie.” Ale tam nikt go jeszcze nie widział. Albo mówimy: „Bóg jest we mnie”. Lecz i to jest jedynie przypuszczeniem. Lubimy uogólnienia z powodu swojego lenistwa. Jednak żeby widzieć przez siebie samego będziemy musieli przejść ponad uogólnieniami, ponad tradycjami, ponad tekstami, nawet świętymi tekstami, ponad ustalonymi prawdami. Niektórzy powtarzają słowa innych mówiąc, że istnieje tylko życie i że po nim nie ma już nic. Inni są pewni, że po śmierci istnieje życie wieczne, inni znów uważają, że posiadają duszę, (…) Więc do właściwego zrozumienia nie dojdziemy dzięki naśladowaniu innych czy uogólnieniom. To nie w ten sposób odetniemy ducha wątpliwości, wahania. Wahanie oznacza niestabilny umysł, który nie wie czy iść w prawo czy w lewo. W ten sposób nie uda nam się przeniknąć wielkiej rzeczywistości.

Co sprawia, że zadajemy pytania na temat wieczności, wyzwolenia czy boskości? Nie dzieje się to na pewno z powodu miłości do Boga, Buddy czy Chrystusa, ponieważ dopóki nie urzeczywistniliśmy głębokiej natury pierwotnego Bytu, dopóty niczego o niej nie wiemy. Jak więc możemy kochać coś, czego nie znamy? Możemy w ten sposób zrozumieć, ze jest to jedynie iluzja i wymysł.

Nie! Te wszystkie pytania stawiamy ze strachu przed śmiercią, z lęku przed nieznanym, że strachu, że stracimy przedmiot naszego pożądania życia i istnienia. Więc to nie miłość, lecz strach jest motorem, który sprawia, że wyruszamy w długą drogę do Wielkiej Rzeczywistości ku wyzwoleniu z iluzji i strachu. Są też takie gotowe zdania jak: „Z Bożej miłości”, „Czeka cię raj”, „Jesteś zły – Bóg cię ukarze”, „Bóg ci wybaczy”. Niektórzy duchowni twierdzą nawet, że człowiek nie jest Bogiem, że jest tylko Jego częścią lub relacją z Nim. Nikt z tych, którzy tak twierdzą, nie sprawdził tego.

_U3A5535

Człowiek obdarzony inteligencją, oświecony boskim światłem, zdolny do cudów technologicznych i intelektualnych dokonań – dlaczego nie pójdzie do końca swych poszukiwań, aby wiedzieć, samemu sprawdzić twierdzenia innych? Człowiek posiada wszystkie potrzebne do tego poszukiwania narzędzia. Ma oczy żeby patrzeć, uszy żeby słyszeć i mózg, aby studiować i osiągnąć poznanie. To jedno z pierwszych złych przyzwyczajeń człowieka: lenistwo. Myślimy sobie: „Ten człowiek wszystko zrozumiał, napisał książkę, wyjaśnił. Mi pozostaje tylko ją kupić, zapłacić i przeczytać, żeby się oświecić.” Inni czekają, by Bóg ich oświecił, by się im ukazał. Człowieka czeka, by ktoś inny go obsłużył.

Prawda jest jednak taka, że człowiek jest tu po to, by służyć jako światło, rozjaśniające ignorancję, a nie po to, by projektować własną ignorancję i ciemność na innych. Zadziwiające jest, że człowieka niezmordowanie potrafi pracować, aby mieć i nie robi niczego, aby być. Wszyscy tylko myślą, że są.

Lecz kto myśli, że jest? Kto jest tym myślącym? Gdzie on jest? Czy go widzieliście? Nawet gdyby w sali laboratoryjnej porozcinać ciało człowieka na miliard kawałków, nie znaleźlibyśmy nikogo, kto byłby tym myślicielem. Myśl zmienia się nieustannie. Ewolucja jest naturą myśli. Jedna myśl musi umrzeć, by inna się narodziła. Wdech musi umrzeć, by wydech się narodził. Spróbujcie jednocześnie wdychać i wydychać. To niemożliwe – możecie to sprawdzić. Nie zwracamy uwagi na tę małą rzeczywistość. Mówimy: „ja oddycham” i to wszystko. Lecz nie! Za oddychającym oddechem nie ma nikogo. Jest tylko oddychający oddech. I jeśli jestem wdychającym wdechem, muszę umrzeć razem z nim by narodził się wydech. I tutaj znów z powodu swojego lenistwa mówimy: „ja oddycham”.

Nazywamy wiecznego Boga „Wiecznym Bogiem”, lecz wieczność uważamy za coś, co istnieje po śmierci. Więc jeśli tak jest to znaczy, że nie jestem wieczny, bo będę taki dopiero po śmierci. Jestem więc nietrwały i nic we mnie nie jest wieczne. Lecz to, co jest wieczne, jest takim naprawdę. Wieczność jest przed, w trakcie i po. Jeśli jest inaczej, to już nie jest wieczność. Wieczność jest wieczna cały czas, nie tylko „po”. Jeśli więc jestem wiecznością i widzę jak to ciało niszczeje, co we mnie nie jest wiecznością? To świetne pytanie. Które zmusza mnie do opuszczenia własnego lenistwa. Co we mnie nie jest wieczne?

Otóż wszystko, co pojawia się z wieczności, nie jest wiecznym. Wszystko, co się pojawia znika. Wszystko, co się nie pojawiło – pojawi się. Wszystko przychodzi i odchodzi. Odpowiemy więc: „Tak, lecz Bóg jest wieczny.” Dobrze – lecz to nie wystarczy. Bóg jest tym, co się pojawia.  Jest tym, co znika. Bóg jest ruchem. Nie zatrzymuje się na niczym. Bóg nie jest nieruchomym leniem, czekającym bezczynnie w swej wygodnej i bezpiecznej pełni. Bóg przechodzi, ożywia i nie pozostaje. To silne zdanie. Gdyż gdzie jest wieczny, który nie pozostaje?

Otóż to, co jest wieczne to fakt, że wszystko wieczne się zmienia, bez pozostawania, bez tożsamości, bez ja, bez substancji. Bóg nie ma substancji, więc jest nieprzenikniony, nieuchwytny, nienazwany. Nie da się go uchwycić ani posiąść. Jest tutaj i umyka nam w chwili, gdy chcemy go uchwycić. Jest w teraźniejszości bezustannie (bez przerwy) innej.  Nie ma go w przeszłości, w znanym, gdyż przeszłości już nie ma i gdy poznanie zastyga Bóg już jest gdzie indziej. Nie znajduje się w przyszłości, gdyż przyszłość jeszcze nie nadeszła. Nie może być gdzie indziej, niż tutaj, w chwili obecnej. Bóg jest ruchem. Jest między wdechem i wydechem. Jest pomiędzy dwoma krokami, między dwoma słowami. Jest Pełnią w ciszy. I gdy chcemy go wyrazić – już go nie ma. Jest bardzo blisko, lecz jeszcze nie tu. Jest tu, lecz nie pozostaje. Więc pogoń za Bogiem także jest lenistwem. Lenistwem jest także ignorowanie go. Lenistwem jest zaniechanie wysiłku, by go odkryć. Lecz by go odkryć, musimy Być. Być Nim. Bardziej Nim być, niż chcieć go uchwycić.

Rozumiemy więc, że w ten sposób popełnia się wiele błędów i nie zawsze wybieramy właściwy kierunek. Jesteśmy jak łapczywe dzieci. Chcemy prosić Boga. Błagamy Go. Chcemy Drogi. Chcemy przyjąć pozycję medytacji. Chcemy „wziąć” pozycję medytacji. Chcemy ciała Chrystusa i jego Ducha. Chcemy wszystkiego, by tylko Bóg nas nawiedził i kochał. Wierzymy w Niego, gdy życie nas przerasta; gdy wątpimy; gdy życie nas rozczarowuje. W tym „chceniu”, pragnieniu jest fakt uchwycenia, lecz on jest nieuchwytny. Jak można uchwycić nieuchwytne? To jak pragnąc uchwycenia odbicia własnej twarzy w lustrze, lub odbicia własnej twarzy w lustrze, lub odbicia księżyca w płynącej wodzie rzeki. Więc chęć nie pozwoli nam go osiągnąć. Spróbujmy Być. Aby być Tym, Który Jest trzeba stać się ruchliwym, zmiennym jak On, twórczym. Trzeba lubić ożywiać istoty, lubić oświecać, nadawać życie zastygłym przyzwyczajeniom, prawdom. Nadawać życie istotom.

145

Pewien stary mnich bawić się z dziećmi, wprawiając w ruch bączek. To była cała jego nauka. Po prostu wyrażał Żyjącego. Jaki jest prawdziwy sens naszego życia? Robienie dzieci? Powodzenie w miłości? Powodzenie w interesach? Powodzenie na płaszczyźnie Duchowej? Religijnej? Zawodowej? Jedna tylko rzecz odróżnia człowieka od innych żywych stworzeń na ziemi. Tylko on może odkryć Byt, który go ożywia i powtórnie złączyć się z Tym, który zawsze szedł u jego boku. Tylko on może go rozpoznać i zintegrować Byt. Urzeczywistnić Go. To oczywiście wcale nie znaczy, że należy opuścić rodzinę, pracę czy religię. To po prostu znaczy, że czas na nas nie czeka, że Bóg nie czeka. I że życie jest tylko krótką chwilą. I w tej chwili powinniśmy wykorzystać jedyną szansę, by odkryć Byt, Żyjącego, Esencję naszego Ducha, Rzeczywistą Naturę, która mnie ożywia.

Nic nie gwarantuje, że śmierć przejawi nam Istotę. A gdyby nawet się przejawiła, czy będziemy zdolni, by ją rozpoznać tak jak nie potrafiliśmy uczynić tego za życia? Tutaj znów pomyślimy, że są w nas dwie osoby. Ten, który się przejawił i Byt, który mamy osiągnąć. Otóż chodzi o ten sam Byt. Byt takim, jakim jest. Żyjący nazywany Bogiem czy Buddą jest czystą myślą. To jasna myśl, działająca z całkowitą bezinteresownością, bez granic. To byt, który w każdej rzeczy rozpoznaje Żyjącego, który rozpoznaje Byt. Nie jest to dualistyczna, formalistyczna myśl, rozdzielająca, tworząca konflikty, myśl spragniona mocy osiągnięć. Gdy pozbywamy się tej myślącej tożsamości, o której mówiłem, wtedy jesteśmy Bytem takim, jaki jest. Niektórzy myślą, że człowiek nie jest Bogiem. Co to znaczy? Czy staniałby człowiek i Bóg? Czy Bóg nie byłby jedynym Bytem i z powodu nieszczęsnego człowieka, który stawia mu przeszkody, który się mu przeciwstawia? Od kiedy Bóg jest dwoma? To jeszcze bardziej pretensjonalne, niż twierdzenie, że jesteśmy tylko częścią Boga. Jeśli jesteśmy częścią Boga, gdzie jest cała Jego reszta? Gdy weźmiecie w dłonie trochę wody z jeziora i na końcu pozostanie wam tylko jedna kropla w dłoni, czy ta kropla nie jest całkowicie jeziorem? Czy kropla posiada własną tożsamość? Nie, oczywiście, że nie!

I tu znowu powiecie: „Nie! Jezioro jest Bogiem, lecz kropla to tylko kropla”. To właśnie warunkuje nasze zabłąkanie, cierpienia następujące, gdy oddalamy się od tego skąd pochodzimy. Podobnie jak kropla wody szybko wysycha z dala od swojej natury, którą jest jezioro. Tak samo człowieka uważający się za odrębną tożsamość, oddzielną część, zniszczeje z dala od Żyjącego – od swojej podstawowej natury. Dlaczego tak jest?

Byt, Żyjący jest energią, ruchem, światłem i jednocześnie spokojem – tak jak głębia jeziora lub oceanu. Poruszają się jedynie fale, powierzchnia, powierzchowność. Człowiek oddalający się od swej głębokiej natury, od swego źródła, światła, aktywności pierwotnej, od swych głębi staje się tak powierzchowny jak fale. Bez przerwy się miota. Porusza swe myśli, emocje, pragnienia i pasje. (Ponieważ zna tylko je), ponieważ tylko one są mu znane, w końcu się z nimi utożsamia i zaczyna znosić wszelkiego rodzaju cierpienia i troski. Uznaje, ze dobro jest dobrem i zwalcza zło. Uznaje formy za swoje i walczy, by je zachować. Uznaje rodzinę za swoją własność i działa wobec niej z pozycji mocy. Uznaje gniew za rzeczywisty i sieje wokół siebie zniszczenie. Za prawdę uznaje własne, umysłowe projekcje i walczy za swoje idee. Uznaje swe istnienie za rzeczywistą tożsamość i przeciwstawia się reszcie świata, wystrzegając się innych i obawiając się nawet sąsiadów, współpracowników czy przyjaciół. Za rzeczywiste uznaje pieniądze, czas i przestrzeń i pragnie mieć absolutną kontrolę nad swoim królestwem, które zbudował przy pomocy woli, pragnień i niewiedzy. Odrzucając rozpoznanie Pełni Bytu, zapełnia swoje życie przedmiotami i istotami, szukając Pełni ze wszystkim, co pewnego dnia i tak musi zniknąć. Szuka wieczności, czepiając się tego, co nie jest trwałe, bo wszystko, co się pojawiło – zniknie. Tworzy więc pożądanie, zachłanność, kłamstwa, zazdrość, nienawiść; osądza; krytykuje; skazuje i w końcu przez wszystkie te nieszczęścia niszczy samego siebie. Jako że jego duch nie jest Nieskończonym Żyjącym, zostaje zredukowany do ciasnoty jego egocentryzmu i pogrąża się w samotności. Oto kropla, która myślała, że dobrze jest oddalić się od jeziora, od swej prawdziwej natury.

Są też tacy, którzy lubią demonstrować swoją moc i zdolności. Niektórzy chełpią się, że skaczą na kawałku gumowej liny, przemierzają kajakiem niebezpieczne potoki, surfują na falach, skaczą ze spadochronem. I nazywają to wszystko opuszczeniem samego siebie, zwyciężeniem strachu, że jest bardziej prawdziwe od siedzenia w medytacji, w której nie ma prawdziwego ryzyka. To samobójcy, którzy tak naprawdę nie lubią życia i bez przerwy je prowokują. Prowokują Boga. Chcą zdominować siebie i przestworza, zdominować potoki. Ale po co to wszystko? Chcemy zdominować swój samochód, szosę. Chcemy zdominować czas. Chcemy nad wszystkim dominować. Kiedy jednak przyjdzie nasz czas, każdy będzie musiał połączyć się z Bytem. Roztopić się w Nim. Bez bungie, kajaka, auta ani spadochronu.

Lecz by uwolnić się od fałszywego ja i fałszywej tożsamości, trzeba będzie być zdolnym rozpoznać naturę Bytu. W takiej chwili już nie ma punktów odniesienia. Koniec ze skałami, wzburzonymi wodami, dystansem dzielącym spadochroniarza od ziemi. Koniec z długością bungie. Tutaj wejdziemy w nie-czas i nie-przestrzeń. Wejdziemy w nieznane, którego zwykła myśl nie może dosięgnąć, zmierzyć ani nawet sobie przedstawić. Nagle nie będzie już niczego, by nas upewnić, nic z tego, co znamy. Zwycięstwo, największe zwycięstwo, jakie może odnieść człowiek, to pozwolić by przyjęła nas nasza własna Esencja. Powstać z martwych dla Żyjącego. Być całkowicie Bytem takim, jakim jest. Czy nie jest to najwyższe zwycięstwo? Ne jest to zwycięstwo osobistej woli ani dobra nad złem; ani zwycięstwo światła nad ignorancją.

Światło, boskość nie jest czymś ustalonym. Nie jest to Bóg – pełen dobroci, dobrej woli i współczucia. Bóg czyni dobro i jednocześnie zabija, daje i odbiera. Zdanie jeszcze bardziej wstrząsające od poprzedniego.

Bóg jest kierunkiem jaki mu nadamy. Zdanie, które burzy znane nam prawdy. Jak to? Jak człowieka może kierować Bogiem? Za kogo ten człowiek się uważa (bierze)? Zamiast zawsze (…) wypowiadać łatwe słowa krytyki, lepiej nam wyjść ze śpiącego lenistwa i głębiej przeanalizować odpowiedzialność człowieka – Boga. Lub Boga, który stał się ciałem. Który stał się człowiekiem. Bóg zabija, gdyż tworzy materię i (gdy) jeśli została stworzona, to ulegnie zniszczeniu. Tak więc życie staje się końcem życia – oczywiście tego życia, które znamy. Nie jest to ani dobre ani złe. To fakt, rzeczywistość, na którą nie mamy wpływu. To z powodu pragnienia uwarunkowaliśmy to ciało, by żyło. Z powodu pragnienia odpoczynku niszczymy to, co zbudowaliśmy. Przeżywamy dokładnie to, co zaprojektowaliśmy. Dostajemy w spadku to, co projektowali ci, co byli przed nami. Jesteśmy twórcami wszystkiego co nas otacza i poza Twórcą nie ma innego Twórcy.

Albo jesteśmy bliscy Bytu, który błyszczy w każdej rzeczy i wtedy możemy oświecać świat wrodzonymi zaletami tego światła albo oddalamy się od niego i bez przerwy tworzymy ciemne myśli, ciemne uczynki i ciemne umysłowe dyskusje. Światło, promienistość, to co oświeca każdą rzecz jest życzliwą dobrocią, całkowitą bezinteresownością, doskonałym spokojem. Te zalety są częścią tego, czym naprawdę jestem – Bytu takiego jakim jest, Żyjącego, który mnie ożywia. Gdy jesteśmy bliscy Bytu, nie możemy być niedbali i nieodpowiedzialni.

Często naprzeciw innych błyszczymy. Jesteśmy dobrze ubrani, doskonale spokojnie i uśmiechnięci. A gdy tylko zostajemy sami mamy złe myśli i zaniedbujemy się. Ale nie ma miejsca, w które moglibyśmy uciec od Bytu, który jest w nas. Wszędzie za nami podąża. Nie możemy skryć się przed sobą. Tak więc nasze uczynki powinny być szczere, autentyczne i wokół siebie powinniśmy tworzyć piękno. Piękno w swojej pracy, w aucie, w domu. Tworzyć piękno myślą, słowem, ciałem i czynem. Bóg stał się ciałem, by człowieka mógł zaświadczyć o jego pięknie, świetle, a nie po to, by potwierdzać nasze głupstwa, które bez przerwy powtarzamy od nowa. „Będę szedł w pięknie” – powiedział pewien wódz Indian. Brzydocie odpowiadam pięknem; gwałtowności odpowiem łagodnością; złośliwości odpowiem dobrocią; śmierci odpowiem poznaniem. Ale widzicie: człowiek jeszcze nie jest dojrzały. Jeszcze nie wyszedł z dżungli (…). Stoi na nogach, lecz jest zwierzęciem na dwóch łapach. Pożera pożywienie zamiast je przyjąć. Pożera innych, by istnieć. Pożera na swej drodze wszystko od rana do wieczora. Jednocześnie wszystko, co spotyka na swej Drodze jest dla niego przedmiotem poddanym jego mocy. Marnuje. Niszczy. Zmusza. Grozi i trzyma swe środowisko ślepą siłą. Kobiety są dla niego przedmiotem przyjemności, zwierzęta zabawkami, pieniądze są przedmiotem jego chciwości, a nade wszystko rozwinął moc manipulowania przy pomocy zwierzęcej siły pieniędzy lub pozycji: ojca, męża. Posuwa się do tego, by dla swojej przyjemności zabijać zwierzęta i wymyśla wszelkiego rodzaju kłamstwa, by się usprawiedliwić.

Piękno to coś całkiem innego. To jest delikatne, subtelne. To (umie rozumieć) rozumie, (ono) potrafi kochać, obdarowuje. To wybacza, gdyż jest wolne od własnej tożsamości. Wybaczanie, kochanie – nie ma nic wspólnego z tolerancją. To modne słowo, którego wszyscy używają. „Toleruję” w rzeczywistości: nie lubię, nienawidzę, nie znoszę, ale toleruję. Nie lubię moich sąsiadów, lecz ich toleruję. Nie znoszę cudzoziemców. Lecz ich toleruję. To niezbyt dobre słowo, które mogłoby nam pomóc w ewolucji świadomości. Tolerancja w rzeczywistości nie istnieje. Albo lubimy albo nie lubimy. Tolerowanie to: „Powinienem lubić, ale nie lubię.” Nie! Powinniśmy kochać. Powinniśmy rozpoznać u wszystkich istot, ze byt to ja sam, że inni są mną. Jest tylko jedno wyjście, jedna możliwość: to przyjąć innych, lubić innych i nade wszystko nie tolerować. Brama piękna otwarta jest na nieskończoność i Pełnię. To nie pragnie dla siebie niczego. To jest takie, jakie jest. Nie ma innego sensu, niż być nieskończoną promienistością światła, a życie ma sens tylko w wiecznej promienistości. Gdyż wieczność ma sens jedynie w nieustannym ruchu pierwotnej energii. Nieskończoność ma sens tylko w nieskończoności.

summer camp period 2 (50 z 294)

Urodziłem się na życie. Tak jak przedmiot znosiłem przedmioty moich wytworów. Gdzie jest Byt, którym jestem? Gdzie jest Żyjący, który mnie ożywia. Ten żyjący nie zna choroby, starości, śmierci. Nie jestem ani chorobą, ani starością ani śmiercią. Mam chorobę. Na pewno stworzyłem starość i na pewno stworzyłem śmierć. Bo to wszystko stworzyłem. Ale nie jestem tym. Nie jestem tym, co stworzyłem. Jestem sensem, który nadaję życiu. Nie jestem niczym innym, niż sensem, który nadaję życiu. Wszyscy jesteśmy stworzycielami. Bez przerwy tworzymy siebie w stale odnawiającej się formie. Tworzę siebie z każdym oddechem, z każdą myślą, z każdym czynem. Jednocześnie nie jestem tylko akcją, którą ożywiam. Jestem czynnością wiatru, skrzydeł ważki. Jestem czynem zapachu i rytmu ziemi i nieba. Jestem wieloraką zmiennością, więc moje myśli, słowa i czyny stają się każdą rzeczą. Być może powinienem być uważny, by nie zalewać ziemi i nieba moimi złymi uczynkami i iluzjami. „Ja jestem” jest całością, którą mogę dowolnie zmieniać, w każdej chwili. Tak jak człowiek, który z powodu swego zabłąkania zmienia bieg historii, wypowiadając wojnę światową i zabijając miliony podobnych mu ludzi. Mam moc kochania niszczenia. Nie są to ani zasługi, ani winy Boga. To nie ma nic wspólnego z nikim oprócz mnie samego. Nie warto skrywać się za Bogiem lub jakąś sprawiedliwością. Jestem całkowicie odpowiedzialny za swoje czyny, myśli i słowa. Więc nawet, jeśli jest tu śmierć, jeśli jest tu sprawiedliwość, jeśli jest tu choroba, wszystko to jest, bo jest nietrwałe, nierzeczywiste. Nie ma substancji, więc wszystko może być tym. Powinniśmy, więc na równi akceptować szczęście i nieszczęście. Życie takie, jakim jest w swej zmienności. Jeśli to akceptujemy, urzeczywistniamy wielką wolność. Wznosimy się ponad uwarunkowanym człowiekiem.

To bycie Żyjącym, bardziej Żyjącym, niż Życie, które przeciwstawia się śmierci. Bardziej Żyjącym, niż wszystko, co żyje. Być Żyjącym, źródłem wszystkiego, Esencją wszystkiego – taki jest sens, który powinienem nadać życiu. Reszta nie ma żadnego sensu, gdyż na końcu całej reszty jest tylko śmierć. Więc powstańmy w Żyjącym ponad śmiercią i ponad życiem, uwarunkowanym życiem. Jest sposób. Jest sposób, by powstać. Jest możliwe wyjście.

 

Kaisen